Wczorajszy mecz pomiędzy Polonią a Jagiellonią oglądałam w pociągu TLK relacji Gdynia Główna - Warszawa Centralna. I ta podróż przypominała mi właśnie to, co widziałam na boisku. Z jednej strony - niby nie ma na co narzekać. Bo ma być lepiej, bo dążymy do najwyższej jakości, bo wszyscy chcą dobrze, ale wiadomo remonty, kontuzje i mnóstwo czynników zewnątrznych.
A w praktyce jak jest - każdy widzi. Trener Zieliński twierdzi, że Polonia obudziła się w drugiej połowie. Ale ja się z nim nie zgadzam. Nie obudzili się wcale. Patrząc na naszych zawodników mam wrażenie, że są w pracy, której nie lubią albo której nie chce im się wykonywać.
Chyba więszkość zna ten stan - 8h, podczas których myśli się tylko kiedy to się skończy, rzeczy robi się na pół gwizdka, bo szef patrzy, nie ma zaangażowania i radości z tego co się robi. I dokładnie tak odebrałam ten mecz, tak samo zresztą jak dwa wcześniejsze.
W Polonii brakuje radości i zaangażowania do tego, co się robi. Nie umiem tylko zrozumieć dlaczego?
Telis