Józef nie przestaje zadziwiać! Tym razem nagle zrobiło się… normalnie. Normalnie, ale jak to u Józefa: znienacka, błyskawicznie i zupełnie „od czapy”… Oto bowiem okres transferowy jeszcze się nie zaczął, a Polonia w zasadzie już ma… skompletowaną kadrę! Cud? Ktoś się na chwilę zapomniał? Jakaś zdumiewająca pomyłka? Nie wiem, nie pytam, zwyczajnie się cieszę!
Jeśli komuś powyższy wstęp wydaje się znajomy – ma rację. Owszem, to plagiat. Tylko dla zmyłki nie wstawiłem cudzysłowu. Właśnie albowiem spiratowałem samego siebie, czyli „F3/K6” z początku czerwca. Słynne „cykle czasowe” w warszawskiej Polonii pod rządami Józefa Wielkiego są – można by rzec – błogosławieństwem dla felietonisty. Który to już raz zamiast się męczyć i wymyślać coś tam, coś tam – wystarczy że uruchomię funkcję „wytnij/wklej”?Oczywiście wtedy, w czerwcu, każdy wiedział, że to jest zbyt piękne i że tak łatwo wcale nie pójdzie… W Polonii nie może być wszak zbyt normalnie. W dalszej części tekstu (zatytułowanego „Ostry atak normalności”) pisałem: „za moment wszystko wróci do naszej zwykłej, „cyrkowej” normy… Zaraz trener poleci, bo za mocno zamknie drzwi, zaraz właściciel ogłosi publicznie jakie to tajemnice szatni opowiedział mu przedwczoraj jego ulubiony kapitan, a najlepszy zawodnik po raz kolejny dowie się z gazety, że nie umie grać w piłkę… Prawda, że za chwilę zrobi się jak zawsze? Trzeba po prostu przeczekać ten Józefowy „nagły atak normalności” - i już…”
I tu trzeba oddać cesarzowi (ach, jaki piękny zwrot!) co cesarskie: akurat pół roku temu to nie Józef spieprzył temat. To raczej zbieg niefajnych okoliczności (absurdalnie wysoka oferta za Mierzeja, kombinacje Sobiecha i Smolarka, spór z menedżerem Andreu) sprawił, iż miało być wspaniale, a wyszło jak zawsze. Już parę tygodni po felietonie okazało się, że drużynę trzeba budować praktycznie od nowa.
Mogłem tedy okres „ataku normalności” spuentować ukradzionym koledze z forum (sorry, nie pamiętam któremu!) tytułem „Atak został odparty”.
No dobrze, a jak wyglądamy dzisiaj? Jak wyglądamy przed wiosną 2012, która w historii Polonii Warszawa może być – nie waham się ani przez moment – wiosną decydującą o przyszłości Klubu? Tej wiosny albowiem Józef zapewne powie „sprawdzam!”, a tym sprawdzianem mają być owe słynne „dwa mecze na Narodowym”. Sprawdzianem nawet nie tyle dla nas, co dla pozostałych warszawiaków: potrzebują oni tej naszej Polonii, czy też może dwumilionowej aglomeracji wystarczy tylko jeden, topowy klub?
Ja tam od zawsze uważam, że w Warszawie zmieszczą się nawet cztery ekstraklasowe ekipy – wynika to z czystej statystyki. Dobra, odpuśćmy statystykę – wiadomo jakim miastem jest Warszawa. Ale już trzy kluby to by się spokojnie zmieściły. A tu co oni nam gadają – że niby nie ma miejsca dla dwóch?!
No nic – wygląda na to, że tej wiosny sprawdzimy razem z Józefem – jak rzecz wygląda w rzeczywistości...
A jak my wyglądamy przed tym decydującym sprawdzianem? Ano - tak samo jak późną wiosną/wczesnym latem, czyli rewelacyjnie! Transfery wyglądają na przemyślane. Obaj wyjęci z izraelskiej ligi panowie (Baruchjan i Dwaliszwili) nie robią wrażenia „facetów z łapanki”, raczej – coś niebywałego! – jest to przemyślane uzupełnienie składu! Wszak drużyna zaczęła funkcjonować już pod koniec jesieni i nie wygląda, by potrzebowała więcej nowych nazwisk, a zatem?...
...a zatem, Panie i Panowie: ciekawe co też nam pieprznie tym razem?... ;-)
PS: namawiajcie znajomych na „Czarne Serca”! W piątek i w sobotę (13 i 14 stycznia, godzina 19.30) kolejne dwa spektakle – kibice Polonii mają 10% zniżki! Czajnik wprawdzie już sobie kupiłem, ale… apetyt rośnie w miarę jedzenia (mechanizm dotyczy również picia herbaty)… Problem w tym, że właśnie zaczynają się ferie i bez Was na widowni może być pustawo… Byle dotrwać ze spektaklem do wiosny i do – mam nadzieję – mocnej jego promocji podczas meczów KSP. A wtedy koniecznie trzeba będzie zabrać Baruchjana, niech sobie przybije piątkę z Miszą Rogiem. Niech chłop poczuje, że niby daleko wyjechał, a w sumie to ciągle jest w domu...