...jak Cię błaga lud... Zostałeś naszą ostatnią nadzieją. Poprowadź tę naszą grę tak, jak mówią, że umiesz. Bo rozumiesz, drogi Jeżu, my kolejny już raz przystępujemy do sezonu z nową nadzieją. I za każdym razem kończy się tak samo...
A tu jeszcze teraz nie ma Mierzeja, nie ma Sobiecha, nie ma Ebiego – czyli jesteśmy w plecy – bagatelka! - o te dwadzieścia trzy gole z zeszłego sezonu (asyst już nawet nie liczę). No to jak to będzie? O Andreu nawet nie wspominam – a też go przecież nie ma… A że widziałem mecz z Olympiakosem, ten bez Ciebie na boisku – i niestety – skończyło się właśnie „tak samo”. Dokładnie „tak samo”. Tak jak to wcześniej bywało, kiedy akurat bez formy był Mierzej, a kontuzję miał Andreu.
Jest taka teoria, że to dobrze, iż Adrian sobie poszedł, bo kto to widział tak wisieć na jednym tylko piłkarzu? Czy teraz będzie tak samo? Czy zaczniemy z kolei wisieć na Jeżu?
Gdy się czasem zastanowię, to mam wrażenie, że kibice Polonii dzielą się na tych, co to Jeża już widzieli i tych, co to o Jeżu tylko słyszeli. Bo słyszy się legendy – że zajebisty koleś, że najlepszy rozgrywający ligi – no, w ogóle, ochy i achy same. A nie widział go prawie nikt, choć… widzieli go wszyscy. Bo przecież „magiczny Jeż” grał wiosną przy K6, przyjechał z Górnikiem Zabrze i wiózł to swoje 0:0 aż dowiózł je do końca.
Tylko że nikt za bardzo tego Jeża nie pamięta (poza wariatami, którzy zawsze i na wyrywki znają każdego zawodnika z każdej drużyny i mogą o nim gadać dłużej, niż trener Strejlau). Przecież żaden normalny kibic Polonii nie śledzi meczów Górnika Zabrze, prawda? Więc co ja – zwyczajny kibic - mogę powiedzieć o naszym nowym, potencjalnym zbawcy?
Owszem, pamiętam że wtedy w zasadzie cały Górnik przyjął taktykę „na jeża” i walczył w stylu „jeż kontra czarny jaguar”. Wiadomo wszak, iż żaden jeż czarnego jaguara nie pogryzie i krzywdy mu nijakiej nie zrobi, ale też każdy jeż – przy odpowiedniej dyscyplinie taktycznej – z takiego pojedynku wyjdzie na remis. Bezbramkowy. O ile skutecznie się zjeży. I o ile nie będzie się za bardzo wychylał. I tak ten mecz z Górnikiem wtedy wyglądał: skulony, zjeżony Górnik i kompletnie bezradna Polonia – szczerząca na pokaz swe imponujące kły (Sobiecha, Mierzeja, Smolarka, Bruno…). Przegrać tego nie było jak, ale i ugryźć nic się nie dało. A „nie dało się”, bo ponoć obroną „na jeża” dowodził właśnie ów „magiczny Jeż”… Czyli widziałem go i nie widziałem jednocześnie.
Śledzony na ekranie laptopa występ Polonii z Grekami niczego w kwestii Jeża nie objaśnił, bo Jeż akurat nie zagrał. A był to bodaj jedyny sparing, z którego leciała transmisja. W innych Jeż grał, wyniki były lepsze, ale z kolei nikt tego nie widział. Zatem: co z tym Jeżem? Naprawdę taki z niego geniusz? Cóż - wierzymy na słowo i czekamy na spotkanie z Lechią.
Kurcze – felieton wychodzi mi mocno żartobliwy, choć to początek kolejnego sezonu i wypadałoby uderzyć w jakiś nieco bardziej patetyczny ton… ale ja mam już naprawdę dosyć pisania w kółko tego samego przed każdą, kolejną rundą. Lata mijają i zawsze to samo, wieczne nadzieje i rytualna napinka pod tytułem: uwaga, uwaga: odpalamy! No, w tej rundzie to już na pewno! Czarne Jaguary nadchodzą, drżyj ligo, za chwilę nie będzie co zbierać, Wisła na drzewo!
Właśnie pogrzebałem w starych felietonach i uświadomiłem sobie, że ja zacząłem pisać tego typu „przedrundowe wstępniaki” jeszcze w czasach „legendarnej grupy GSA”, która miała swego czasu przejąć Polonię… Cholera – już wtedy mieliśmy być wielcy, wspaniali, bogaci, zajebiści i przystojni – mieliśmy im wszystkim pokazać i w ogóle…. W zasadzie mógłbym odszukać całe frazy, pozmieniać tylko nazwiska i zastosować „wytnij/wklej”.
A potem też było zawsze to samo, bo za każdym razem coś się popieprzyło, zatem… można uznać, że cała polonijna felietonistyka po kilku latach to jest jedno, wielkie „wytnij/wklej”. Człowiek czuje się jak w jakimś pieprzonym „Dniu Świstaka”. Tyle że dzisiaj zamiast Świstaka mamy Jeża. Oby tylko tradycyjnie nie zawijał w sreberka...
Dobra chłopaki. Pokwękałem, pomarudziłem – a teraz – DO BOJU! Wierzymy w Was jak zawsze – bo co nam pozostało? Tacy z nas już psychiczni kolesie – inaczej nie umiemy. Także wiecie: żel na włosy, szable w dłoń - i rozwalcie tę ligę!
Znowu...