- Polonia to byłby duży, wręcz milowy krok w mojej karierze. Więc muszę go dokładnie przeanalizować - mówi "PS" Maciej Sadlok, piłkarz Ruchu Chorzów.
"PS": - Prezes Polonii Warszawa - Józef Wojciechowski - oferuje Ruchowi Chorzów trzy miliony złotych za transfer Macieja Sadloka. Tą informacją żyją od wczoraj i media oraz kibice.
Maciej Sadlok: - Ale ja nie chciałbym na ten temat rozmawiać, bo teraz najważniejsze są dla mnie ligowe mecze Ruchu. Przegraliśmy tydzień temu w Bełchatowie (2:3) i bardzo chcielibyśmy zmazać plamę. Mam do siebie pretensje o trzecią straconą przez nas bramkę. W tej akcji mogłem zaatakować bardziej agresywnie i uniemożliwić rywalowi dogranie piłki, a wtedy wywalczylibyśmy punkt.
- Otrzymuje Pan bajeczną ofertę, mówi się o kontrakcie w wysokości miliona złotych rocznie i nie podejmuje Pan żadnej decyzji?
- Jak ktoś spogląda na całą sprawę z boku, to wszystko wydaje mu się proste i piękne. Jednak ja już taki jestem, że na wszystko patrzę bardzo chłodno. Polonia to byłby duży, wręcz milowy krok w mojej karierze. Jeśli miałbym ten krok zrobić, to muszę sprawę dokładnie przeanalizować. Dopiero potem mogę powiedzieć „tak" lub „nie". Po prostu potrzebuję czasu, bo niedawno przedłużyłem kontrakt w Chorzowie i zdążyłem nastawić się na to, że w tym roku będę walczył z Ruchem o najwyższe cele.
- To wciąż nie jest wykluczone. Przewodniczący rady nadzorczej klubu Dariusz Smagorowicz mówił nam we wtorek, że Sadlok zagra dla Niebieskich jeszcze wiele ważnych spotkań.
- Na to się nastawiłem. Jednak pojawiła się oferta z Polonii i nie mogę jej zlekceważyć. Byłbym niegrzeczny, gdybym odmówił spotkania z wiceprezesem Pawłem Janasem. Poza tym taka szansa może się już nie pojawić.
- Co Pan pomyślał, gdy dowiedział się o zainteresowaniu Polonii?
- Szału nie było, bo taki już mam charakter. Na pewno jeszcze nie zacząłem pakować walizek. Nie jestem taki jak Artek Sobiech, który przeprowadził się z Chorzowa do stolicy w ciągu jednego dnia.
- A co o tym myśli Pański ojciec? To w końcu pierwszy trener i osoba, na którego dobrą radę zawsze mógł Pan liczyć.
- Tata nigdy mnie do niczego nie namawia. Przedstawia pewną wizję, wskazuje na plusy i minusy. Mówi jakie konsekwencje niesie za sobą zrobienie tego czy innego kroku. Temat Polonii na pewno jeszcze z ojcem przegadam. Przecież kiedyś trzeba będzie podjąć decyzję i dać odpowiedź.
- Chyba cała trudność wyboru polega na tym, że wcześniej podjął Pan decyzję o pozostaniu w Ruchu i uważa chorzowski klub za dobre miejsce do sportowego rozwoju.
- W Ruchu jest trener, który zna się na rzeczy. Poza tym na Cichej zawsze czułem się dobrze, a sentyment w moich wyborach też odgrywa ogromną rolę.
- A może nie dojrzał Pan psychicznie?
- Tu akurat nie mam obaw. Jestem mocny i strachu przed zmianą barw nie czuję. Nie znaczy to jednak, że jestem pewny miejsca w podstawowym składzie warszawskiej Polonii.
- Jako siedemnastolatek był Pan jedną nogą w Grodzisku Wielkopolskim, ale ostatecznie przeniósł się do Ruchu.
- Przez tydzień trenowałem w Groclinie, ale nie czułem się tam komfortowo. Wtedy nie byłem gotowy do wyjazdu z domu. Zanim pojechałem do Grodziska, to rozmawiałem z działaczami Ruchu i gdy okazało się, że wciąż są mną zainteresowani, przyjąłem ich propozycję. Z rodzinnych Dankowic do Chorzowa miałem blisko.
- Propozycja z Polonii nie przeszkadza Panu myśleć o niedzielnych derbach z Górnikiem Zabrze.
- Cały czas myślę o tym spotkaniu. Trzeba przywrócić im należytą rangę. Musimy zagrać na takim poziomie, aby kibice miesiącami o nich rozmawiali.
Źródło: sports.pl , Dariusz Ostafiński