- Ten mecz przez roszady w obronie przegrał trener Zieliński. Nie zwolnię go, ale zatrudnię w zarządzie człowieka, z którym Zieliński będzie musiał uzgadniać pewne rzeczy, żeby przynajmniej nie popsuć tego, co jest - mówi właściciel Polonii Józef Wojciechowski.
Kto nim będzie? Tego prezes "Czarnych Koszul" nie chciał zdradzić, ale decyzję ma podjąć w tym tygodniu. - Będzie to ktoś, kto się zna na piłce, ktoś, z kim Zieliński będzie musiał uzgadniać pewne rzeczy, żeby przynajmniej nie popsuć tego, co jest. Ja odsuwam się od tego, nie chcę zajmować się sportem, bo są od tego inni, którzy lepiej się znają. Od dawna nosiłem się z takim zamiarem, bo nie dość, że wkładam w Polonię dużo pieniędzy, to również tracę na to dużo zdrowia. Chcę od tego odpocząć. Na pewno zrobię pewne ruchy kadrowe - zapowiedział Wojciechowski.
Być może superszefem Zielińskiego będzie Włodzimierz Lubański. Przed dwoma tygodniami 75-krotny reprezentant Polski oglądał derby Warszawy obok prezesa Polonii. Wojciechowski lubi otaczać się znanymi ludźmi polskiej piłki i bardzo ceni ich zdanie. Latem za namową Zbigniewa Bońka zdecydował się na wypożyczenie z Palermo albańskiego napastnika Edgara Çaniego.
Nowy człowiek w zarządzie może też oznaczać zwolnienie z klubu albo odsunięcie na boczny tor obecnego dyrektora sportowego Tadeusza Fajfera. Prezes Polonii ma wiele pretensji również do niego nie tylko za nieudane transfery (szczególnie bezużytecznych dotąd dla drużyny Grzegorza Bonina i Daniela Sikorskiego), ale i za błędne decyzje kadrowe podjęte wraz z Zielińskim tuż przed meczem ze Śląskiem.
- Zestawienie obrony nie powinno być przypadkowe, a nasza defensywa, która w ostatnich meczach wypadła lepiej czy gorzej, ale nie zasługiwała na to, żeby ją rozbijać. Rozmawiałem o tym z dyrektorem Fajferem, ale mimo to linia obrony została w meczu ze Śląskiem zmieniona. To złamanie pewnych elementarnych zasad. Na pewno spotkamy się i porozmawiamy, skąd taki pomysł się pojawił - tłumaczy Wojciechowski.
We Wrocławiu to właśnie defensywa "Czarnych Koszul" poniosła klęskę. Zieliński postawił na zupełnie nową czwórkę obrońców, która w tym sezonie obok siebie jeszcze nie grała: Aleksandar Todorovski, Adam Kokoszka, Tomasz Jodłowiec, Maciej Sadlok. Rozbił duet środkowych obrońców: Jodłowiec - Sadlok. Dwaj reprezentanci Polski w dwóch ostatnich meczach dopuścili do utraty tylko jednej bramki. A ze Śląskiem Polonia poniosła najbardziej dotkliwą porażkę od dwóch lat, od przegranego meczu w Kielcach z Koroną w sierpniu 2009 roku. Aż trzy z czterech bramek poloniści stracili w niedzielę po stałych fragmentach gry, przy złym ustawieniu obrońców szczególnie niepewnie grającego Kokoszki. - Nie mam za to do niego pretensji, ale do trenera, że nagle postawił na tego piłkarza - powiedział Wojciechowski.
Okazało się też, co nie jest żadną nowością, że polonistom brakuje skutecznych zawodników ofensywnych. W całym meczu warszawska drużyna miała przynajmniej statystycznie lekką przewagę, oddała więcej strzałów na bramkę (21, a Śląsk 11), wykonywała więcej rzutów rożnych (11 - 4), ale wrocławianie mieli lepszych specjalistów od stałych fragmentów gry (piękny gol Sebastiana Mili z rzutu wolnego i zawsze groźne dośrodkowania z rożnych) i dużo lepiej czujących się w polu karnym piłkarzy. Z pięciu celnych strzałów Śląska cztery dały mu bramki.
Wrocławianie pozostaną liderem T-Mobile Ekstraklasy, nawet jeśli dziś Korona pokona Górnika Zabrze - m.in. dzięki wysokiemu zwycięstwu nad Polonią i sporej różnicy bramkowej (+11). Drużyna ze stolicy pierwszy raz w tym sezonie ma ujemny bilans bramkowy i traci miejsce w czołówce.
Źródło: Gazeta Wyborcza, Olgierd Kwiatkowski
Komentarze